- Kto to tak wcześnie wstaje ? - powiedział Leon jednocześnie podnosząc się z łóżka i łaskocząc małą Lily.
- Ja. - mówi śmiejąca się czterolatka.
Czarnowłosa kobieta śmieje się razem z nimi, ale po chwili wstaje i wychodzi z pokoju, oznajmiając, że idzie żeby zrobić im śniadanie.
- Tatusiu co będziemy dzisiaj robić, pójdziemy na spacer ? - wypytuje mała, spoglądając na Leona oczami pełnymi nadziei.
- Jasne, że pójdziemy skarbie. - odpowiada.
- Ale na taki bardzo, bardzo długi. - ciągle śmieje się mała.
- Tak na bardzo długi. - uśmiecha się do córki.
- Chodźcie na śniadanie. - woła z kuchni Francesca.
Leon bierze małą na ręce i wychodzą z jasno brązowego pokoju, który jest sypialnią rodziców Lily. Schodzą po białych schodach i niedługo potem wszyscy razem siedzą w jadalni przy szklanym stole jedząc śniadanie.
- Smacznego. - powiedziała najmłodsza jedząc płatki czekoladowe z mlekiem.
- Dziękuję. - odpowiadają równocześnie Leon i Fran patrząc z uśmiechem na córkę.
- Mamusiu, a wiesz, że tatuś obiecał mi, że dzisiaj pójdziemy na spacer, ale taki długi, bardzo długi. - cieszy się mała.
- Ja jestem jak najbardziej za. - odpowiada kobieta. - Jak posprzątam po śniadaniu, a ty się grzecznie ubierzesz to pójdziemy na taki bardzo długi spacer i na plac zabaw, co ty na to ? - dodaje po chwili.
- Tak, Tak ! - mała cieszy się jeszcze bardziej, a Leon tylko się uśmiecha do nich obu.
Po śniadaniu zrobili tak jak wcześniej mówili. Francesca sprzątała w kuchni, a Leon i Lily poszli się ubrać do spaceru. Gdy już wszyscy byli gotowi wyszli na spacer. Szli w stronę placu zabaw wolnym krokiem. Kiedy doszli, Lily pobiegła się bawić z innymi dziećmi, a oni usiedli na ławce i zaczęli rozmawiać.
- Leon, mogę ci zadać pytanie ? - spojrzała na swojego męża.
- Jasne, pytaj. - uśmiechnął się delikatnie.
- Nie tęsknisz, za Buenos Aires, za znajomymi ze Studio, bo ja bardzo. Wyjechaliśmy do Włoch, bo ja tak chciałam dopiero teraz zauważyłam, że ty może wolałeś zostać tam, przecież tam są nasi przyjaciele, no i twoja rodzina. - mówiła.
- Tak tęsknie, ale jestem tu bo cię kocham, wiem, że Włochy są dla ciebie ważne więc dla mnie też. - odpowiedział z uśmiechem patrząc na żonę. - A co chciałabyś wrócić ? - dodał po chwili ciszy.
- Może, zresztą sama już nie wiem, nie chodzi tu o pracę, możemy przenieść wszystko do Buenos Aires, ale co z Lily, rzadko tam jesteśmy, jak ona to zniesie ? - mówiła coraz ciszej, żeby mała przypadkiem ich nie usłyszała.
- Lily jest jeszcze mała jako sobie poradzi, język zna, kilka razy tam była u moich rodziców, szybko się przyzwyczai, a poza ty do Włoch zawsze możemy wrócić. - odpowiadał na wszystko spokojnie.
- Na prawdę, możemy wyjechać do Buenos Aires chociaż na rok, albo dwa lata ? - spojrzała z niedowierzaniem na blondyna.
- Tak, dla ciebie wszystko skarbie. - odpowiedział.
- Dziękuję, jesteś kochany. - przytuliła się do niego.
***
- Nie ubieram się w to, nawet nie ma mowy ! - było słychać od rana krzyki małej dziewczynki w domu Federica i Ludmiły.
- To nigdzie nie idziemy, nie dostaniesz nic już nigdy więcej ! - odpowiadała jej mama.
Jednak to nie skutkowało, a wręcz przeciwnie było jeszcze gorzej. Mała blond włosa dziewczynka siedziała na łóżku wrzeszcząc od samego rana. Nic nie pomagało, krzyki, prośby, straszenie, kary. Nagle do pokoju wszedł Federico.
- Zostaw ją, kłótnie i tak nic nie dadzą. - powiedział spokojnie do żony.
Po chwili obydwoje wyszli z pokoju kierując się do kuchni. Usiedli przy stole i zaczęli jeść śniadanie, próbując zignorować wrzaski córki rozmową. Niestety nic się nie kleiło, Ludmiła nie była tak cierpliwa jak Fede. Nerwy szybko jej puszczały. Chciała iść dać jej inną sukienkę, tylko żeby była cicho. Jednak dobrze wiedziała, że tak nie może. Rozpieszczanie to najgorsze co może być, sama taka był i wie jak to się skończyło. Na całe szczęście się zmieniła, ale jej córa może nie mieć tyle szczęścia.
- To miała być taka miła niedziela, mięliśmy pojechać na zakupy, spędzić razem czas, którego tak mało mamy w tygodniu. - mówiła blondyna.
- Tak, ale niestety z wyjazdu nici. - odpowiedział Federico.
Przez jakieś kilka, kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt minut było słychać krzyki czteroletniej Alex. W końcu przestała. Ludmiła poszła do jej pokoju.
- Już się uspokoiłaś, możemy porozmawiać ? - weszła do pokoju i spojrzała na zapłakaną córkę.
Zrobiło jej się przykro, gdy zobaczyła te czerwone oczy od płaczu i smutną minę. Mała przytaknęła głową na tak. Blond włosa kobieta usiadła obok córki i wzięła głęboki oddech.
- Przepraszam mamusiu, już więcej nie będę. - powiedziała mała ochrypniętym głosem i wtuliła się w Ludmi. Te przeuroczą chwilę przerwał dzwoniący telefon. Ludmiła odebrała.
- Tak słucham. - powiedziała.
- Witaj Ludmiła. - odezwała się osoba w słuchawce.
- Fran to naprawdę ty ? - pisnęła z radości.
- Ja, a kto inny. - zasmiała się.
- Co u ciebie opowiadaj.
- A wszystko okej, ale mam dobre wiadomości, przeprowadzam się do Buenos Aires jeszcze w tym tygodniu. - ucieszyła się.
- o jeju jak się cieszę. - mówiła Ludmiła, a jej usmiech na twarzy coraz bardziej się powiększał.
- Ja też dobra ja musze kończyć, mam jeszcze dużo spraw do załatwienia, do zobaczenia. - zaśmiała sie i rozłączyła.
- do zobaczenia. - odpowiedziała i odłożyła słuchawke na miejsce.
- Mamo kto to jest Fran ? - dopytywała się Alex.
- Francesca to moja i twojego taty koleżanka z dawnych lat, z którą bardzo, bardzo dawno się nie widziałam. Chodź powiemy tatusiowi. - uśmiechnęła się.
***
Nagle po całym domu rozległ się płacz małej Lucy. Naty podniosła się z łóżka i spojrzała na puste miejsce obok siebie, a później na zegarek.
- Gdzie on do cholery jest ?! - zapytała sama siebie, coraz bardziej martwiąc się o męża.
Wstała i podeszła do łóżeczka, poczym wyjęła z niego małą dziewczynkę i zaczęła ja karmić mlekiem. Po chwili mała przestała płakać, a z pomocą delikatnego kołysania z powrotem zasnęła. Położyła ją do łóżeczka i ruszyła w stronę pokoju syna. Mały pięciolatek jeszcze spał, więc postanowiła go nie budzić i poszła do kuchni. Była głodna ale zmartwienie nie pozwalało jej jeść. Chwyciła telefon i ponownie wykręciła numer Maxi'ego. Niestety nie odbierał. Próbowała jeszcze kilka razy, ale na próżno. Po chwili głód wziął górę i musiała wziąźść coś do ust. Zrobiła kawę, bardzo mocną, aby porządnie się obudzić. Usiadła przy stole i napiła się łyk czarnego płynu, który z dodatkiem cukru smakował nie najgorzej. Zdążyła wypić pół szklanki gdy nagle pod dom podjechał samochód. Zerknęła przez okno. Od razu rozpoznała, że to samochód męża. Kiedy tylko wszedł do domu, nie witała się z nim, tylko od razu wyszła z pretensiami.
- Miałeś wrócić, nad ranem , a która jest ?! jest prawie południe. Wiesz jak ja się o ciebie martwiłam !? - kobieta nie oszczędzała słów.
- Naty przepraszam, ale wiesz to jest moja praca, dzięki temu mamy za co żyć. - próbował się bronić.
- Tak wiem, ale powoli mam tego dość. Imprezy, a na nich pełno młodych i pięknych dziewczyn, które są o wiele atrakcyjniejsze od mnie. Co spóźniłeś się, bo byłęś u jednej z nich ? Tak ?! powiedz mi prawdę ! - nagle w jej oczach zebrały się łzy, które zaczęły zpływać po jej policzkach.
- Nie gadaj głupot. Dobrze wiesz, że kocham tylko ciebie. - Maxi patrzył na nią troskliwie, jednak ona nie wierzyła nikomu oprócz siebie.
Nagle do kuchni wszedł ich syn Nick.
- Co się stało. Mamo dlaczego płaczesz ?- spojrzał na nich obojgu.
- Nie, nic skarbie wszystko jest dobrze. - odpowiedziaziała Naty ocierając łzy i usmiechając się delikatnie.
- Tak właśnie jest wszystko okej. Idź do siebie zaraz do ciebie przyjdę. - powiedział Maxi, a Naty zmierzyła go wzrokiem.
***
- Przemiły spacer, prawda skarbie ? - powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha Viola, trzymająca za rękę Diego.
- Prawda. - odpowiedział uśmiechem.
Przed nimi biegała ich prawie czteroletnia córka Rosalyn. Dwie blond kitki podskakiwały, a brązowe oczy świeciły się w blasku słońca. Różowa sukienka falowała coraz bardziej z każdym jej ruchem. Powoli dochodzili już do domu, gdy nagle mała wybiegła na ulice.
- Rosalyn ! - krzyknęli równocześnie Violetta i Diego.
Jednak gdy mała usłyszała ich krzyki zaczęła biec jeszcze szybciej. Nagle mężczyzna dogonił ją i pociągnął za ręka na chodnik. Mała zrobiła szklane oczy.
- Nie rób tak więcej. - powiedział Diego i przytulił małą do siebie.
- Kochani nic wam nie jest ? - powiedziała zdyszana Viola, która dopiero przed chwila dobiegła do córki i męża.
- Wszystko dobrze. - mówiła Rosalyn, a po jej policzku spłynęła łza.
- Ona jest przestraszona, tatuś cię zaniesie do domu dobrze ? - kobieta spojrzała na córkę, a mała tylko przytaknęła. Diego uśmiechnął się i wziął małą na ręce. Szli wolnym krokiem dlaej w stronę domu, gdy nagle zadzwonił telefon Violetty.
- Viola to ty ? - zapytała osoba dzwoniąca.
- Tak, a kto mówi ?
- To ja Fran.
- Jeju jak ja cie dawno nie widziałam, kiedy do nas przyjedziesz ?
- No właśnie w tej sprawie dzwonie. W tym tygodniu przeprowadzamy się tutaj na stałe.
- Na prawdę ? - zapytała ucieszona Viola.
- Tak, ale teraz muszę kończyć Bay. - zaśmiała się Fran i rozłączyła. Violetta po chwili zrobiła to samo, a uśmiech nie znikał z jej twarzy.
***
- Halo ? - zapytała Camila odbierając telefon.
- Cześć Cami. to ja Fran poznajesz mnie ? - zapytała osoba w telefonie.
- Nie no nie mogę Francesca to na prawdę ty, przepraszam ale nie poznałam twojego głosu. Tak dawo cię nie widziałam. - powiedziała ucieszona Camila.
- Ja ciebie też strasznie za wami wszystkimi tęsknię.
- My też i to nawet bardzo.
- Opowiadaj co u ciebie Cami ?
- A nic nowego, sama teraz jestem, bo Broadway ma zajęcia w swojej szkole, a ja siedzę w domu z Viki. - zasmiała się.
- To ty masz dzieci. ? - zdziwiła się Fran.
- Tak ale to nie moje biologiczne, ale to nie ważne lepiej opowiadaj co u ciebie ? .
- Wracam na jakiś czas do Buenos Aires.
- Co ? Ty mnie kłamiesz prawda ? - dopytywała się Camila.
- Nie jakbym mogła ciebie, nigdy . - zaśmiała się.
- Tak strasznie się cieszę, od kiedy wyjechałaś do Włoch to chyba widziałam cię może z dwa razy, a teraz będziesz tutaj dłuższy czas.
- może nawet i na stałe.
- Strasznie się cieszę. - odpowiedziała. Nagle mała Victoria zaczęła płakać. - Musze iść, mała płącze.
- Jasne rozumiem, to do zobaczenia kochana. - powiedziała Fran i rozłączyła się.
- Do zobaczenia. - odpowiedziała Cami i odłożyła komórkę.
Po chwili była już u Victori w pokoju.
- Co się stało kochanie ? - zapytała patrząc na trzyletnią ciemnoskórą dziewczynkę, strasznie zapłakaną.
- Koszmary. - odpowiedziała przez łzy, a Camila ją przytuliła. Położyły sie obok siebie i zasnęły.
***
- Andres, kto to dzwonił. Mam być zazdrosna ? Wyglądasz jakbyś wygrał na loterii ? - zaśmiała się Emma.
- Bo tak się czuję kochanie, nie, nie bądź zazdrosna to tylko Leon. - odpowiedział, ciągle się uśmiechając.
- To dlaczego się tak cieszysz ? - zdziwiła się dziewczyna, siadając chłopkowi na kolana.
- Ponieważ wraca tutaj na stałe, rozumiesz odzyskałem przyjaciela. - zaśmiał się chłopak.
- To cudownie, wreszcie poznam Fran. - usmiechnęła się Emma i pocałowała namiętnie Andresa.
Po chwili zaczęli się namiętnie całować. Ona położyła się na niego. Leżeli na sobie i całowali się namiętnie.
______________________________________
koniec. Mam nadzieje, że pierwszy rozdział się spodoba. Obiecuję drugi będzie dłuży, no i ciekawszy to takie moje pierwsze wypociny ; DD
Pozdrawiam,
Francesca Verdas ;*